Home Ergonomia. Pracuj zdrowo, wygodnie, skutecznie
Konkurs formularz

Porozmawiajmy  ergonomia w opinii prof. J. Charytonowicza

Na pytania o to, czym jest ergonomia, co to znaczy zdrowo siedzieć, gdzie w tym wszystkim ekologia i co my, Polacy, wiemy o ergonomii odpowiada prof. Jerzy Charytonowicz – członek Prezydium Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Ergonomicznego, przewodniczący Komisji Ergonomii PAN o/Wrocław, organizator odbywającej się co roku Ogólnopolskiej Konferencji Ergonomicznej oraz autorskich sesji naukowych na cyklicznych światowych konferencjach: Human-Computer Interaction, Universal Access in Human Computer Interaction czy Applied Human Factors and Ergonomics w USA.  


Rozmowa BN Office Solution z prof. dr hab. inż. arch. Jerzym Charytonowiczem
BN Office Solution: Ewa Szumowska

Jako autorytet w dziedzinie ergonomii, nie wypada nie zapytać jak Pan rozumie ergonomię. Co więc oznacza to pojęcie?
Definicji ergonomii jest bardzo wiele. Większość z nich koncentruje się wokół pracy. Na jednym z międzynarodowych kongresów zadałem podstawowe pytanie: czy człowiek tylko pracuje? Pracujemy około jedną trzecią czasu dobowego. Dwie trzecie doby poświęcamy na wypoczynek. Od jego jakości, ba, faktu wypoczęcia człowieka, zależy jego sprawność działania, efektywność i bezpieczeństwo w pracy. Pogląd ten przyjął się. Pojawiły się nowe działy ergonomii, takie jak ergonomia wypoczynku czy ergonomia w architekturze i urbanistyce.
Większość istniejących definicji jest bardzo skomplikowana. Dla przykładu, definicja International Ergonomics Association z 1967 r.: „Ergonomia zajmuje się związkami zachodzącymi między człowiekiem a jego zajęciem, sprzętem i materialnym otoczeniem w najszerszym znaczeniu, włączając w to pracę, wypoczynek, sytuację w domu i podróży” czy definicja wg Statutu PTErg z 1983 r.: „Ergonomia to nauka stosowana zmierzająca do optymalnego dostosowania narzędzi, maszyn, urządzeń, technologii, organizacji i materialnego środowiska pracy do wymagań i potrzeb psychofizjologicznych i społecznych człowieka”.  W 1997 r. zaproponowałem więc definicję autorską, w której określam ergonomię jako interdyscyplinarną naukę zajmującą się dostosowaniem całokształtu materialnego otoczenia do psychofizjologicznych potrzeb i możliwości człowieka (co ważne) z równoczesnym uwzględnieniem możliwości i potrzeb przyrody. Chodziło o to, by uwzględnić również kwestię skutków działalności człowieka, czyli przemycić element ekologii, która, moim zdaniem, musi iść w parze z ergonomią. Na przykładzie architektury: jakiś czas temu architekt, projektując dom, pracował nad projektem. Później ewentualnie nadzorował jego wykonanie i na tym kończyła się jego rola. Dopiero później zaczynały się problemy, a konsekwencje złego projektu ponosili użytkownicy. Zapominano o fakcie eksploatacji obiektu oraz konieczności demontażu, gdy ten będzie już bezużyteczny. Pojawiało się pytanie – jak go dokonać i co zrobić ze zwaliskiem gruzu, które pozostaje? Tendencje światowe we wszystkich niemal procesach produkcyjnych wskazują na celowość odzysku materiałów nadających się do użycia, mamy więc do czynienia z formą recyklingu, a właściwie z angielskiego reusing, ponowne użycie. I tak wygląda to w wielu cywilizowanych krajach, gdzie można kupić np. belki stalowe z rozbiórki. Dopiero na końcu zostaje problem utylizacji tego, co jest rzeczywistym odpadem. I tu pojawia się pytanie, jak zdematerializować pozostałości tak, by nie szkodzić środowisku. Na szczęście, współcześni projektanci powoli przyzwyczajają się do tego, że w fazie projektowania obiektu trzeba uwzględnić również fazę jego śmierci technicznej.


Rzeczywiście, kwestia ta podejmowana jest coraz częściej. Jako firma coraz częściej pytani jesteśmy na przykład o to, czy i w ilu procentach dany produkt nadaje się do recyklingu…
Tu odsyłam do wzmianki o ekologii w mojej definicji ergonomii. Projektując dowolny artefakt czy obiekt budowlany, należy myśleć o fazie jego degradacji, ponieważ, według statystyk światowych, prawie 50% wszystkich śmieci to śmieci budowlane. Ważne jednak, że coraz częściej zaczyna się o tym mówić.
Wracając do ergonomii, na początku lat 2000. na jednej z zagranicznych konferencji stwierdziłem, że ergonomia istniała od pradziejów. Zasugerowały mi to odpowiedzi na pytanie o skojarzenia ze słowem „ergonomia”, jakie stawiałem studentom różnych kierunków podczas prowadzonych przeze mnie zajęć. Oczekiwałem skojarzeń, nie definicji naukowych. Kolejność skojarzeń była następująca: na pierwszym miejscu: estetyczny - pojęcie względne co prawda, ale mieści się w triadzie Witruwiusza: Utilitas, Firmitas, Venustas . Te trzy słowa to recepta na całą technikę. Utilitas, czyli użyteczność, Firmitas, czyli trwałość, Venustas znaczy piękny. Te trzy elementy są ze sobą sprzężone. Często podaję przykład maszynki do produkowania soków w puszce. Na początku musi wystąpić zapotrzebowanie społeczne na dane urządzenie, potem pomysł. Powstaje prototyp - wrzucam jabłko, a mam otrzymać napój w puszce. Urządzenie działa, co mnie cieszy, ale potem zaczynam narzekać – żeby to umiało gotować albo chociaż wyglądało ładnie... Tak działa psychologia człowieka. Ten trzeci element więc zawsze, wcześniej bądź później, wystąpi.
Wracając do skojarzeń, na drugim miejscu pojawiało się słowo użyteczny lub przydatny. Dalej - wygodny. Potem: niezawodny, trwały, co już bardziej wiąże się z wymaganiami technicznymi produktu. Później - bezpieczny w użytkowaniu. I już na samym końcu - ekologiczny. Kupujący niestety nie myśli, i długo nie będzie myślał, o tym, co z danym produktem zrobi, jak już nie będzie mu potrzebny, bo go to bezpośrednio nie dotyczy.
Najczęściej wśród skojarzeń pojawiały się użyteczność i wygoda. Jest to zrozumiałe, ponieważ człowiek chce dbać o swoje ciało i jego komfort. Myśląc w tych kategoriach, można wyróżnić trzy okresy ergonomii: pierwszy, który nazwałem okresem ergonomii intuicyjnej, czyli nieuświadomionej – datuję od 1857 r., kiedy to polski uczony Wojciech Jastrzębowski opublikował i zdefiniował nową naukę określaną jako „ergonomia”. Według W. Jastrzębowskiego „nazwiskiem ergonomii, wziętym od wyrazu greckiego ergon = praca i nomos = zasada, prawo, miara oznaczamy Naukę o Pracy, czyli o używaniu nadanych człowiekowi od Stwórcy sił i zdolności”. Od czasów Jastrzębowskiego do końca II wojny światowej wyróżniam okres ergonomii racjonalnej, czyli uświadomionej. Łączyłem ten okres z działaniem pierwszych interdyscyplinarnych zespołów ergonomicznych, które pojawiły się w czasie wojny, a które prowadziły tajne badania na potrzeby armii (w Anglii - głównie lotnictwo i flota oraz w  Ameryce - po przystąpieniu Stanów do wojny). Dopiero w 1949 Anglicy ujawnili wyniki oraz metodologię swoich badań prowadzonych przez kilkunastu naukowców różnych specjalności. To samo zrobili Amerykanie w latach 50. Od tego czasu zaczyna się ergonomia cywilna, która jest ergonomią naukową. Podział ten został przyjęty najpierw przez zagraniczne, potem krajowe środowisko ergonomiczne.
Jeśli chodzi o etapy związane z problematyką badawczą, pierwsze sygnały do badań pojawiały się w Rosji i w Niemczech na początku XX w. Do lat 40. była to ergonomia militarna, wojskowa. Lata 50. i 60. to ergonomia przemysłowa. W latach 50. pojawiły się pierwsze badania siedzisk, a lata 70. to ergonomia konsumpcyjna – po raz pierwszy pojawia się określenie „ergonomia produktu”. Lata 80. to ergonomia komputerów i nowych, a raczej wysokich, technologii – high technology. Badano relacje człowiek – komputer i dolegliwości zdrowotne, jakie się z tym wiążą.
Podczas międzynarodowej konferencji w Bangkoku poświęconej  projektowaniu inżynierskiemu w dobie automatyzacji procesów projektowych, w czasie swojego wystąpienia podzieliłem obecnych na sali słuchaczy na bezkrytycznych fanów komputeryzacji stanowiących większość obecnych i nielicznych ergonomistów przewidujących również negatywne skutki dla człowieka w jego relacjach z komputerem. Częstym hasłem reklamowym komputerów w tamtym czasie była obietnica, że twoje stanowisko pracy będzie czystsze: na biurku pokazywano tylko monitor, klawiaturę, ewentualnie telefon. Żadnych papierów. Podczas tej konferencji pokazałem więc 3 ilustracje. Pierwsza: stanowisko pracy człowieka z XIX w., biuralisty, który nosił jeszcze zarękawki, ze starym telefonem i stosem papierów. Druga przedstawiała właśnie to stanowisko pracy - czyste, tylko z komputerem; trzecia - to samo, ale z urządzeniami wspomagającymi: jak podpórki pod nadgarstki, pod papiery i wiele innych. Wywołało to burzliwą dyskusję. Ale po kilku latach w czasie kongresu International Ergonomics Association w Tampere w 1997 r. na wystawie poświęconej ergonomicznemu oprzyrządowaniu stanowisk pracy z komputerem widziałem już stanowiska komputerowe właśnie z tymi urządzeniami wspomagającymi – opracowanymi już przez firmy specjalistyczne pod nadzorem medyków. Okazało się bowiem, że objawiły się dolegliwości związane z pracą z komputerem. Dotyczyły one głównie wzroku, górnego odcinka kręgosłupa, nadgarstków i łokci. By tego uniknąć, zastawiono stanowisko pracy tymi dodatkowymi protezami.
Lata 90. to dekada ergonomii informatycznej. Lata 2000. to okres ergonomii zdrowia i bezpieczeństwa. Ostatnia dekada – czyli czasy badań nad sztuczną inteligencją – to czasy ergonomii mózgu, neuroergonomii. Wyniki badań nad sztuczną inteligencją próbuje się już stosować w praktyce – głównie w armii amerykańskiej. Na konferencjach w USA przedstawiciele US Navy i lotnictwa przedstawiają wyniki swoich badań i pokazują to, co mogą już odtajnić. Kilka lat temu hitem było sterowanie urządzeniami tylko przy użyciu wzroku. A już 2 lata później zaprezentowano kolejne osiągnięcie  – kabina myśliwca, w której człowiek może sterować urządzeniem tylko za pomocą impulsów mózgu.


A czym jest produkt ergonomiczny? Istnieją normy, wymagania, jakie produkt powinien spełnić, byśmy mogli nazwać go ergonomicznym?
Jeśli chodzi o normy, istnieje wiele parametrów, o jakich należy pamiętać przy projektowaniu. Na ergonomiczność produktu składa się ich bardzo wiele, w związku z tym nie ma jednej normy, która jest w stanie określić, w jakim stopniu produkt jest ergonomiczny. Tu, moim zdaniem, trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem. Należy pamiętać o tym, że wyrób ergonomiczny to wyrób użyteczny (jak u Witruwiusza), dla określonego grona odbiorców oczywiście.
Jak zazwyczaj zachowują się ludzie? Najpierw orzekają o wyglądzie – czy im się coś podoba czy nie,  a dopiero potem pytają: do czego służy? A zatem do kryteriów produktu ergonomicznego należy zaliczyć estetyczny wygląd. Skoro mamy już produkt estetyczny, np. krzesło, ważne, by się nie załamało, jak usiądę. Również, by się nie załamało jak usiądzie na nim statystyczny Amerykanin. I kolejna rzecz - parametry urządzenia, jego wymiary. Tu kłania się somatografia . Jeśli mam to umowne krzesło, powinno ono służyć zarówno 5 – centylowej kobiecie, jak i 95 - centylowemu mężczyźnie, czyli mnie. Obie te grupy powinny być brane pod uwagę przy projektowaniu, by produkt dostosować do każdego użytkownika. Dalej ważne są stabilność i wytrzymałość produktu, co wiąże się ze sposobem jego wykonania, np. spawu. Mówiąc ogólniej - jakość wykonania produktu, a szczególnie elementów, których raczej nie widzi klient, a które dostrzega specjalista, np. jak ten spaw wygląda, a co przekłada się również na estetykę.
Kryteria, o których mówię, składają się na szeroko pojętą jakość produktu. Tu należałoby wspomnieć też: wytrzymałość, odporność na ścieralność, odporność na promienie słoneczne, łatwość usuwania zabrudzeń – czyli listę kryteriów tapicerskich. Kwestię zdrowotności materiałów pomijam, gdyż tu mamy jasno sformułowane normy i kryteria prawne, np. odnośnie zawartości formaldehydu.
Tak więc powstaje wiązka kryteriów, które produkt powinien spełniać, by był ergonomiczny.


Czy zatem, Pana zdaniem, Belise jest ergonomiczny? Miał Pan okazję użytkować produkt przez pewien czas, jakieś spostrzeżenia?
Najpierw należałoby określić funkcje produktu, by można o tym mówić.


My przeznaczyliśmy Belise do przestrzeni biurowych i nieformalnych miejsc spotkań. Ponadto, mając kilka w biurze, przekonaliśmy się, że, jako mebel lekki i łatwy w przestawianiu, doskonale sprawdza się do „przysiadywania”, kiedy chcemy pokazać komuś coś na monitorze naszego komputera czy zaprosić na krótką rozmowę. Jesteśmy jednak otwarci na nowe zastosowania. A gdzie Pan widziałby Belise?
Ten stołek, bo jest to stołek podporowy, a dokładniej balansowy stołek podporowy, może, moim zdaniem, sprawdzić się w biurach. Dzisiaj jest co prawda coraz mniej osób, które kreślą przy desce, jednak podczas takiej pracy powinno się przysiadać na takim właśnie meblu, a nie jakimś stołku lub, co gorsza, krześle z podłokietnikami. Taki mebel pozwala obrócić się, sięgnąć po coś i wrócić do pracy bez zmiany pozycji mebla.
Sprawdziłby się również w kameralnych strefach wypoczynkowych, miejscach typu bufecik, barek, gdzie można prowadzić służbowe rozmowy z klientem. Czyli może pełnić również funkcję hokera.
W innej wersji materiałowej taki stołek może być przydatny w miejscach, gdzie wymagana jest półstojąca pozycja pracy. Wystarczy zmienić materiał na chemoodporny i  łatwo zmywalny i sprzęt ten będzie się sprawdzał również w takich miejscach jak laboratoria. Pokazuję analogię do kuchni. Kuchnia to laboratorium, tylko domowe. W latach 60. lansowano kuchnie-laboratoria, ale nie z uwagi na podobieństwo procesu technologicznego, ale dlatego, że chciano w kuchni, jak w laboratorium, stosować jak najmniejszą powierzchnię, co nie było mądrym rozwiązaniem. Jak popatrzymy na kuchnie z tamtego okresu, z trudem mieściły się tam dwie osoby. To był podstawowy błąd architektów tamtego czasu. Nie pomyśleli, że to kuchnia jest podstawowym miejscem zagrożenia dla ludzi mieszkających w danym domu. Użytkownikami kuchni są ludzie w różnym wieku i o różnym stopniu sprawności, od dzieci począwszy, a na osobach w wieku podeszłym kończąc. A to w kuchni mamy najwięcej zagrożeń, a nie chronią ich żadne przepisy bhp. Stąd takie statystki wypadków domowych, które jako główne miejsce wypadków lokalizują na pierwszym miejscu kuchnie właśnie – z poprawką, że nie wszystkie wypadki z kuchni są zgłaszane, często bowiem rodzicom wstyd przyznać, że mały Jaś ściągnął sobie na głowę garnek z gorącą zupą.
Co do zastosowań, podaję więc też kuchnie domowe. Tylko w innym wykończeniu, nie tapicerce.
Przy czym trzeba pamiętać, że siedzenie na takim stołku jest inne niż na zwykłym krześle.
Szczególnie, że na takim meblu trzeba nauczyć się siedzieć. Kiedy siadamy i siedzisko odchyla się, pojawia się obawa, czy się nie przewróci. Trzeba więc oswoić się z tym sposobem siedzenia. Jak już się człowiek oswoi, instynktownie zaczyna poszukiwać zastosowań, sprawdza, czy, chcąc sięgnąć, musi się podnieść czy wystarczy się odchylić itp.
Takie siedzenie może też stanowić oderwanie od siedzenia przy komputerze. Zachęca do ruchu…
Tu dotykamy problemu tzw. siedzenia dynamicznego. Siedzenie jest największą dolegliwością współczesnego człowieka. Powoduje przeciążenie kręgosłupa. A później to już wiemy – pojawia się ból odcinka szyjnego i lędźwiowego. Współczesny człowiek na własne życzenie stał się, jak to określam, homo sedens - człowiekiem siedzącym. Siedzenie jest obyczajem człowieka od kiedy zszedł z drzewa i wyprostował się. Homo habilis, człowiek zręczny nauczył się chwytać drobne rzeczy i majsterkował, siedząc na ziemi oczywiście. Doszedł do wniosku, że może się podnieść.  W ten sposób przekształcił się w Homo erectus, któremupowiększyły mu się horyzonty. Mógł oglądać świat z większej wysokości. Potem pojawił się człowiek myślący, Homo sapiens. Jednak każdy ten kolejny człowiek coraz bardziej lubił siedzieć. Siedział jednak na ziemi, a siedzenie na ziemi jest inne - siadano na piętach lub w siadzie skrzyżnym, co cały Bliski i Daleki Wschód kultywuje do dzisiaj. Afryka i Ameryka Południowa też. Spędziłem pięć lat w krajach arabskich. Mają tam meble europejskie - kanapy, fotele, krzesła, ale podczas spotkań nieformalnych wolą siedzieć na podłodze, poduszkach, dywanach i z uwagi na inny układ ciała w czasie takiego siedzenia, mają zdrowsze kręgosłupy. Dla nas siad skrzyżny jest wygodny tylko przez chwilę. Potem zaczynają boleć kolana lub biodra. U nich jest to naturalne. Od zarania dziejów siedzą na ziemi. Tzw. świat zachodni, może by się wyróżnić, zaczął siadywać na czymś. To coś zaczęło przybierać różną formę: stołki, fotele, krzesła. Skutek jest taki, że coraz więcej siedzimy i to często wiele godzin w pozycji niezmienionej. Stąd niedaleka droga do schorzeń kręgosłupa, czego dowodzą badania medyczne. Wnioski były proste – trzeba zmieniać pozycję w trakcie siedzenia. Już od lat 80. (choć pierwsze egzemplarze pojawiały się wcześniej), projektuje się krzesła, które podążają za użytkownikiem, jego ciałem, są do niego niemalże przyklejone. Podczas zmiany pozycji, pochylania się czy odchylania, oparcie cały czas podpiera ciało. Powinno podpierać przede wszystkim na odcinku lędźwiowym. Najważniejsze jednak, by możliwa była zmiana pozycji w trakcie siedzenia. I balansowy stołek podporowy jak Belise spełnia ten warunek. Pozwala się swobodnie wychylać, wykonać parę ruchów, gdy człowiek zmęczy się siedzeniem. Dostarcza czegoś w rodzaju krótkiej gimnastyki. W pracy biurowej, np. kreślarza czy nawet podczas oglądania czegoś przy monitorze, mebel ten może być bardzo przydatny.


I jeszcze trochę prawdy o nas – jako to jest z naszą świadomością ergonomiczną? Jak rozumie ergonomię przeciętny Polak?
Można powiedzieć, że przeciętny człowiek zagadnienie ergonomii „łyka” z katalogów. Nie jest to więc edukacja racjonalna i metodyczna, a raczej przypadkowy kontakt z pojęciem. Ciągle pojawia się pytanie: dlaczego tak wąskie grono społeczeństwa wie, czym jest ergonomia? Ja postuluję, że do działań proergonomicznych i proekologicznych trzeba zacząć przyzwyczajać już od małego.  Tak podpowiada logika. Tak też dzieje się w krajach cywilizowanych, patrz kraje skandynawskie, gdzie od przedszkola uczy się dzieci ergonomii w sensie życia codziennego. W formie zabaw oswaja się je z takimi prostymi rzeczami, jak to, że nie należy wkładać spinki do włosów do kontaktu. Przez konkursy typu „co zrobić, by…?” uczy się myślenia w sensie projektowym. I co najważniejsze uczy się określonych działań i zachowań, do których dziecko się przyzwyczaja, a które będą naturalne jak już dorośnie. W innym razie wszelkie działania będą doraźne. My w Towarzystwie Ergonomicznym robimy wszystko, co możemy – rozmawiamy, dyskutujemy, edukujemy. To jednak nie wystarczy.


Bardzo dziękuję za rozmowę.